piątek, 24 listopada 2017

#20 Black Friday

Hi Everyone!

Długo myślałam nad tym o czym powinien być dzisiejszy post. Zdecydowałam, że z racji tego, że skorzystałam z promocji z okazji Black Friday to pokarzę wam co udało mi się kupić. Nie Jest tego za dużo, ale jestem na prawdę zadowolona. Ceny będę podawała w euro bo wszystko jest kupowane w Portugalii.

Zacznijmy od H&M (20% zniżki na cały asortyment)

Czarne spodnie dresowe ze ściągaczami cena początkowa 9,99 Euro po przecenie 8,00 Euro.
Moje ulubione dresy ostatnio zakończyły swój kilkuletni żywot dlatego postanowiłam zakupić nowe. Lubię chodzić w dresach po domu, wyjść na zakupy czy przede wszystkim są idealne na długie podróże samolotem. Must have w mojej szafie.

Bordowa koszulka Basic DIVIDED cena początkowa 4,99 Euro po przecenie 3,99 Euro
Bordowy to ostatnio kolor który pokochałam, a że w mojej szafie króluje szarość i czerń postanowiłam to trochę zmienić i zaczęłam od tej koszulki. Uwielbiam ubrania proste i pasujące do każdej stylizacji.

Maseczka oczyszczająca TEA TREE cena początkowa 2,99 Euro po przecenie 2,39 Euro 
Już od dawna chciałam wypróbować maseczkę z H&M, ale jakoś zawsze je mijałam, a dzisiaj stwierdziła, że najwyższa pora na próbę skoro jest przecena. Jak tylko przetestuję to na pewno pojawi się opinia na blogu. 

Kolejny sklep to Calzedonia (50% zniżki na wybrane produkty)

Brokatowe skarpetki GLITTER NERO cena początkowa 3,95 Euro po przeceni 1,95 Euro.
Już od dłuższego czasu marzyły mi się całe brokatowe skarpetki. Uwielbiam brokat i uwielbiam skarpetki dlatego to idealne połączenie. Zazwyczaj gdy już jakieś znalazłam cena mnie odrzucała, ale tym razem wręcz przyciągnęła  mnie i tak oto są w mojej kolekcji. 


Rajstopy Party Collection NERO Cena 12,95 Euro (Ten produkt kupiłam w regularnej cenie.
Zazwyczaj nie kupuję tak drogich rajstop, ale pewnego dnia kiedy przechodziłam zobaczyłam je na wystawie sklepowej i od razu wiedziałam, że muszę je mieć. Rajstopy z motywem zakolanówkowym zakończone potrójnym wiązaniem wstążką z brokatem i kokardką. Cudeńka, aż nie mogę się doczekać żeby je założyć. 

I ostatni sklep Lefties (od 20% do 50% zniżki) 
T-shirt Cena początkowa 3 Euro po przecenie 2,40 Euro
Tego nigdy za wiele a szczególnie po takiej cenie i z tak fajnym napisem. Chyba pasuje do mnie Trouble Maker.

T-shirt T-shirt Cena początkowa 3 Euro po przecenie 2,40 Euro
Kolejny T-shirt. Tym razem czerwony. To chyba moja pierwsza czerwona koszulka. Ciekawy wzór i ciekawy napis. Za taką cenę żal było nie kupić.

Bluza Cena początkowa 6 Euro po przecenie 4,80 Euro 
Bardzo cienka bluza. Będzie idealna na podróż. Kolor czerwono-bordowy rozbudzi trochę moje stylizacje. 

Jestem bardzo zadowolona z tych zakupów. Ciesze się, że udało mi się kupić te rzeczy. Większość to coś co na pewno się przyda. Znalazła się też mała zachcianka w postaci skarpetek. Uważam ten piątek zdecydowanie za udany. Teraz pora na odpoczynek i jakiś film. Już wkrótce kolejny post.
Przepraszam za kiepską jakoś zdjęć, ale ani aktualna pogoda ani światło w moim pokoju nie pozwalają na zrobienie dobrych zdjęć. 

Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx

środa, 22 listopada 2017

#19 Update. It's me again!

Hi Everyone!

Nawet nie wiem od czego zacząć. Minął ponad rok od mojego ostatniego postu na tym blogu. Tyle sobie obiecywałam, że będę systematycznie pisać, że będzie super... 
Jak zwykle skończyło się tylko i wyłącznie na obietnicach! 

Może zacznę całkiem od początku?
Cześć, jestem Zuza. Aktualnie mam 22 lata. Nadal mieszkam małej miejscowości na Opolszczyźnie (Kędzierzyn-Koźle). Nadal studiuję turystykę i rekreację na Politechnice Opolskiej i nadal pracuję w kinie.
Można powiedzieć, że coś w moim życiu nadal jest takie samo, no nie do końca. 
Trochę czasu minęło więc w pierwszym powrotnym poście poruszę kilka kwestii, które się zmieniły i tematy postów które się pojawią. Postaram się dodawać dwa posty tygodniowo. Jeden będzie na pewno, a drugi zależy od pomysłu i czasu. 

Ok więc mała aktualizacja. 
Nadal studiuję turystykę, ale jestem już na magisterce w związku z tym planuję jeden post odnoście 3 lat tego kierunku, pracy licencjackiej, obrony. 
Erasmus. W związku z tym pojawi się kilka postów. Dlaczego? Aktualnie spędzam kolejne miesiące w Portugalii, tak że jest to mój drugi Erasmus. Tu pojawią się posty odnośnie samego programu, mojej decyzji i odczuć, porównania dwóch portugalskich miejscowości, możliwości, samego studiowania i wycieczek. 
Koncerty, Tego nie może zabraknąć na moim  blogu. Przybliżę wam kilka koncertów na których byłam. Taco Hemingway, happysad, Organek, Paweł Domagała.
Moje włosy. To też dość ciekawy temat, ponieważ  lubię eksperymentować z kolorami i w końcu znalazłam dobrą i zaufaną fryzjerkę.
Tatuaże. Pojawiły się nowe na moim ciele. Więc chyba warto o nich wspomnieć.
Oczywiście to co lubię się zmieniło dlatego też nie zapomnijmy o ulubieńcach. 
Nie zabraknie też testowania produktów. Będą takie które otrzymałam od różnych firm po przez udział w różnych akcjach czy ankietach, oraz takie które sama kupiłam, a są zdecydowanie warte polecenia. 
No tak nie zapomnijmy o temacie który jest stale obecny w moim życiu czyli odchudzania. Jakoś mi to nie wychodzi, ale nadal się staram.
Będzie też aktualizacja mojej kolekcji płyt i mojej toaletki bo w tych kwestiach zaszło kilka zmian. Sama chętnie porównam stare posty z nowymi. 
I oczywiście bieżące posty, jak zakupy, święta, prezenty, podróże i to co aktualnie się u mnie dzieje. 

Na koniec mam dla was moje aktualne zdjęcie i zapraszam na nowy post już w piątek. 


Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx


poniedziałek, 3 października 2016

#18 The Vamps Kraków

Hi Everyone!

Jakimi słowami mam zacząć ten wpis? Nie mam pojęcia. Trzy dni temu przeżyłam jedną z najwspanialszych nocy mojego życia, a stało się to za sprawą koncertu The Vamps w Krakowie..
Może najprościej będzie jak zacznę od początku. Nie planowałam wyjazdu na ten koncert, ale dzięki mojej przyjaciółce miałam bilet z czego strasznie się cieszyłam. Może i The Vamps to nie szczyt moich koncertowych marzeń i nie jest (a raczej był) zespół od którego się uzależniłam, ale mimo wszystko radość była wielka jak przy każdym koncercie. Piosenki chłopaków znam i nawet czasami słucham, strasznie działa na mnie głos Brada bo ma w sobie coś wyjątkowego, ale nic poza tym.
Aż do dnia koncertu...

Stanie w kolejce zawsze wiąże się z wieloma przeżyciami. Zaczyna się od poznawania wielu nowych ludzi, w końcu na koncertach jest to nawet wskazane, jesteśmy jedną rodziną. Były też kłótnie a wręcz walka o to kto wejdzie pierwszy. Jednym słowem szaleństwo.
Moment otworzenia bramek był totalnym szokiem. Gdyby nie koleżanka która trzymała mnie za rękę tłum by mnie porwał, ale gdy już sprawdzili mój bilet.... nie sądziłam, że potrafię tak szybko biegać. Jest mam to, drugi rząd, koniec wybiegu, czy może być lepiej? (Tak pierwszy rząd i barierki były by o wiele lepsze) Czekając na rozpoczęcie koncertu rozmawiałam z dziewczynami do o koła mnie. Dzięki temu miło minął mi czas oczekiwania. No i się zaczęło...
Na początek support Young Stadium Club tu muszę przyznać pozytywnie się zaskoczyłam. Była moc, była energia. Dobre kawałki, muzyka zostająca w głowie i te teksty piosenek. Jeśli rolą supportu jest rozgrzanie publiczności przed głównym wykonawcą to YSC spisali się genialnie i tak właśnie zrobili. Idealnie pasowali jako support The Vamps.



Kiedy support zszedł ze sceny wiedziałam, że już lada moment zobaczę The Vamps. Czekałam na to jak cała reszta ludzi stojących w o koło. Zawsze chciałam zobaczyć czołówkę?/ intro? przed koncertem, którą zespół nagrywa na daną trasę. I zobaczyłam, pierwszy raz w życiu strasznie się cieszyłam. To był ten moment w którym emocje zaczęły ze mną wygrywać. Łzy leciały strumieniami. Znów to wspaniałe uczucie, że zobaczę kogoś kto robi coś wspaniałego, kogoś kto samym faktem, że jest gdzieś na drugim końcu świata sprawia, że czuję się dobrze. Zdążyłam tylko powiedzieć przyjaciółce, że chcę dotknąć włosów Brada i nagle bum.... Zgasło światło i się zaczęło, Każdy po kolei wchodził na scenę Tristan, James, Connor i na koniec z hukiem wbiegł Bradley. I zaczęła się zabawa, walka z emocjami. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje, Było niesamowicie, Płakałam na pierwszej piosence której kompletnie nie pamiętam. Później odrobinę się uspokoiłam do momentu aż nie usłyszałam fragmentu Perfect- One Direction To już nie był płacz.. Nie potrafiłam się ogarnąć. Zrozumiałam ile chłopaki z The Vamps dla mnie znaczą, może to i głupie, że przy coverze innego zespołu, a nie przy ich własnej piosence, ale właśnie ta piosenka pokazała mi, że oni zawsze byli w moim sercu, ale zawsze w cieniu One Direction, ale to oni są realni, oni są, ich mogę zobaczyć, oni nadal tworzą, razem, są jak rodzina, mają trasę, wydają kolejne płyty, wstyd mi, że wcześniej tak bardzo ich nie doceniałam, ale jak to się mówi lepiej późno niż wcale. Dali mi siłę, energię, dali mi coś czego od dawna potrzebowałam. Stanie w drugim rzędzie miało swoje plusy w pewnym momencie Bradley usiadł na końcu wybiegu, był tak blisko, był dokładnie na wyciągnięcie mojej ręki. Kolejny moment który mnie zaskoczył? Tristan. Nawet nie zauważyłam kiedy zniknął z za perkusji, bawiłam się, śpiewałam i nagle BUM! Tristan Evans stoi przede mną na końcu wybiegu z mikrofonem w ręku i rapuje. Nie wiedziałam czy mam mdleć? Krzyczeć? Piszczeć? Coś niesamowitego. Niesamowita różnorodność na koncercie. W jednym momencie na scenie widzę całą czwórkę za chwilę stoi tylko James i Connor i śpiewają we dwóję. Chwilę później na środku sceny stoi Bradley z gitarą i prosi byśmy zapalili lampki w naszych telefonach i zaczyna śpiewać piosenkę na której najbardziej mi zależało Shout About It płakałam. Byłam zachwycona. Nie potrzebowałam niczego więcej w tamtym momencie, Warto również wspomnieć o tym jak podczas Can We Dance Brad zszedł ze sceny tuż pod same barierki. Był jeszcze bliżej, a ja dotknęłam jego włosów. Zrobiłam tak jak chciałam. Ten chłopak nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, w pewnym momencie usiadł za perkusją Tristana i myślę sobie ok, może coś tam zagra, ale nie oczekiwałam tego co się stało. Bradley Will Simpson na prawdę potrafi genialnie grać na perkusji, aż wbiło mnie w ziemię. Chociaż jeśli chodzi o perkusję to solówka Tristana zmiotła mnie z powierzchni ziemi, zawsze miałam słabość do perkusistów i ten koncert to tylko potwierdził. Byłam już na nie jednym koncercie, ale pierwszy raz widziałam by ktoś tak dobrze, z taką energią i z takim zaangażowaniem grał na perkusji. I ten moment kiedy myślisz, że to już koniec, a tu nagle na scenie pojawiają się klawisze, a chwilę później zasiada za nimi Brad. Tris, James i Connor również pojawili się na scenie. Jeszcze jedna piosenka, jeszcze chwila, ostatnia. Teraz już chyba nikt nie powstrzymywał swoich łez. Emocje zeszły z wszystkich. 
Niesamowity koncert, Masa energii na scenie, istne szaleństwo. Obietnice, o powrocie. Miłe słowa o tym, że Polska jest wspaniała, że fanki są so sexy. Kiedy chłopcy zniknęli ze sceny wszyscy zaczęli się przytulać. Jesteśmy rodziną, wielką i silną rodziną. 
Żadne słowa tak na prawdę nie są w stanie opisać tego jak się tam czuła, wiem tylko jedno:
Kocham The Vamps całym sercem i są dla mnie bardzo ważni, a koncerty dają mi tak wiele, że potrzebuję ich więcej i więcej w swoim życiu. 





Dziękuję, każdej poznanej osobie, każdej osobie z którą byłam, rozmawiałam. Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna. Wielkie dzięki również dla Coca-Coli za organizację tego koncertu. Oby więcej taki koncertów bo są na prawdę świetne. Ogromne podziękowania należą się również mojej przyjaciółce dzięki której byłam na tym koncercie. Ale największe powinny trafić do Tristana, Bradleya, Jamesa i Connora za to jak wiele dla nas robią i jak wspaniali są. Oby szybko wrócili.

Po koncercie poszłam do klubu, Rozerwać się, pobawić, odsunąć w czasie depresję po koncertową czy może po prostu w pełni wykorzystać czas spędzony w Krakowie. Cóż, nie sądziłam, że będzie to moje najlepsze wyjście do klubu dobrze się bawiłam, a obok mnie był Connor, Tristan i Bradley. Nikt nie traktował ich jak "gwiazdy" byli tak jak każdy, byli tam po prostu młodymi ludźmi którzy się dobrze bawią w klubie. Czemu nie mam zdjęć? Po prostu nie chciałam, to był ich wolny czas, każdy na taki zasługuje, a dla mnie ważniejsze są wspomnienia i to, że tak po prostu byli blisko mnie, nie potrzebuję do tego zdjęcia. Wszyscy się dobrze bawiliśmy.

Jedna z najwspanialszych nocy w moim życiu. Chyba polubiłam Kraków bo za każdym razem nie przestaje mnie zadziwiać. Oby więcej takich koncertów w moim życiu, obyśmy jeszcze raz mogli się spotkać w takim samym jak nie większym gronie na kolejnym w Polsce koncercie The Vamps. Teraz nie pozostaje nam nic tylko czekać na ogłoszenie kolejnej trasy. 



Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Kontakt ze mną: Suchar611@gmail.com

Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx

środa, 27 stycznia 2016

#17 I'm Back.

Hi Everyone!

Powroty są trudne nawet jeśli dają nam sporo radości, ale mimo wszystko pożegnania są jeszcze trudniejsze.

Dlaczego tak rozpoczęłam tan post?
Hej wróciłam. Nie jest to najłatwiejsza rzecz, bo nie wiem czy nadal chcecie czytać nowe posty. Wracam z nową "serią" będzie to coś innego? Taką mam nadzieję. I tu właśnie kryje się druga część mojego wstępu, za 20 dni przyjdzie mi się pożegnać z rodziną, znajomymi, z moim pokojem... Wyjeżdżam do Portugalii na całe 5 miesięcy i 9 dni!
Tak więc tym oto wpisem rozpoczynam serię "Suzie in Portugal. Erasmus."

Ludzie uważają, że Erasmus to największa przygoda życia. Cóż zobaczymy. Aktualnie rozpoczyna się największe szaleństwo przed wyjazdem, a mianowicie szukanie rzeczy które są mi jeszcze potrzebne. Jedno wielkie zamieszanie, a do tego mam na głowie jeszcze sesję.

Cóż to chyba tyle wstępu. Krótko, zwięźle i na temat. Kolejny post po 2.02 jak tylko napiszę ostatni egzamin xx







Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Kontakt ze mną: Suchar611@gmail.com

Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx

poniedziałek, 5 października 2015

#16 James Arthur Warsaw

Hi Everyone!

Powrót do postów koncertowych, Tym razem mam dla was relację z koncertu Jamesa Arthura w Warszawie.


26 września razem z moimi trzema koleżankami wybrałyśmy się do Warszawy i w moim przypadku priorytetem był koncert Jamesa na który dwa razy próbowałam jechać i dopiero za trzecim całkiem przypadkiem się udało. Jechałyśmy całą noc byłyśmy w Warszawie o 7 rano i dopiero wtedy zaczęłam żyć. Od lutego kiedy spełniłam tam jedno ze swoich większych marzeń to miasto stało się moją miłością. Home is where your heart is... Warszawa należy do jednych z kilku miejsc które dotychczas odwiedziłam i w których czuję, że żyję. Ciesze się z każdej ponownej wizyty w tym mieście. Ale nie o Warszawie tu mowa...

Cały dzień minął jak szalony, najpierw kawa i oczekiwanie na apartament, następnie walka z ulicami warszawy po kilku godzinach czekania, aby znaleźć apartament. Obiad, prysznic, szybki makijaż... Wszyscy gotowi? No to lecimy! Z apartamentu pod klub Progresja Music Zone w którym odbywał si koncert miałyśmy ok 40-45 min drogi. Kiedy dotarłyśmy pod klub było ok 40 osób. Początkowo chwilę stałyśmy pod klubem, ale po kilkunastu minutach dałam się namówić koleżanką na kawę i wizytę w małym centrum handlowym tuż obok. To był mój największy błąd. Kiedy dotarłyśmy ponownie pod klub stałyśmy praktycznie na końcu długiej kolejki. Pożegnałam się z dobrym widokiem. Na całe szczęście nagle otworzono drugą kolejkę, biegłyśmy jak szalone i gdy weszłyśmy zaczęło się istne szaleństwo. Każda z nas dostała opaskę na rękę i weszłyśmy do wielkiej sali w której odbył się koncert. Stałam gdzieś w 4 może w 5 rzędzie i miałam idealny widok na scenę, Nagle całe zmęczenie zniknęło, choroba odeszła na bok. Liczyłam się ja i scena. Po dość długim oczekiwaniu na scenę wszedł Mike Dignam. Niesamowity support. Chłopak idealnie rozgrzał publikę, zrobił to co support powinien zrobić. Gdy Mike zszedł ze sceny, po kilku minutach wyszedł ON! James Arthur we własnej osobie... "You're nobody till somebody loves you" pierwsza piosenka dająca tak wiele energii idealna na rozpoczęcie koncertu... Bawiłam się idealnie, śpiewałam, śmiałam, aż do momentu w którym James zaśpiewał "Young" powiem nawet inaczej wspomniał tylko, że zaraz zaśpiewa tą piosnkę, a ja zalałam się łzami. I znów powtórka z rozrywki, Na zmianę piosenka która sprawiała, że się unosiłam, a zaraz po tym taka która przybijała mnie do ziemi i powodowała potok moich łez... Nagle James zszedł ze sceny, zniknął tak po prostu, ale nasze krzyki, śpiewanie, radość sprawiła, że wrócił i zaśpiewał jeszcze trzy piosenki. Ostatnia piosenka dała mi tak wile, że sama nie wyobrażałam sobie, że mogę się tak czuć."Get Down" Ta piosenka sprawiła, że miałam w sobie dziwne uczucie które popychało mnie do przodu, a głos w mojej głowie mówił "Możesz wszystko" to uczucie wraca, na każde wspomnienie tej piosenki na koncercie i za każdym razem gdy słyszę tą piosenkę w słuchawkach.
Mogę wszystko... Po zakończeniu tej piosenki jak głupia wystrzeliłam do wyjścia czemu? Podpisywanie płyt! Po drodze przepychając się przez tłum spotkałam miłą panią która dała mi EPkę Mikea co było miłe, bo myślałam, że na to nie mam szans gdyż ludzi była masa a płyt tylko 50. Następna miła pani powiedziała mi gdzie będzie podpisywanie płyt. "Musisz wyjść z klubu iść w lewo i jeszcze raz w lewo i tam będzie podpisywanie płyt" Bez kurtki, chora, po koncercie, zmęczona przepychałam się przez tłum by móc tam wejść, by móc go spotkać i być chociaż przez chwilę... Gdy już stałam w kolejce poznałam wspaniałe osoby z czego bardzo się cieszę... Na podpisywanie wpuszczono tylko zaledwie 100 osób... Była 86. Gdy stałam w tej kolejce próbowałam sobie poukładać w głowie jakie kol wiek zdanie po angielsku które miało by sens... Nic, zero pustka nawet nie wiedziałam jak się nazywam. Chwile mijały i za moment to ja miałam podejść do Jamesa... Zrobiła zdjęcia jednemu chłopakowi i zobaczyłam, że on robi sobie slefie z Jamesaem. Raz się żyje.
"S-Hi James!
*HUG*
J-Thank you for comming!
S-Thank You for Everything what you doing for me!
J-Oooo... Sweety I love you!
S-I Love you too! Can I take selfie with you?
J-Of Course!
*Selfie*
S-Thank You!
J-I Hope see you again"
Możliwe, że każdemu dziękował za przybycie, możliwe, że każdemu mówił I Love You, ale w tamtym momencie liczyło się dla mnie to, że te słowa były skierowane do mnie. Czasem nadal jak zamknę oczy czuję jego rękę na moich placach, pamiętam zapach jego perfum. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania. Teraz została mi tylko podpisana płyta i zdjęcia.
Po wszystkim wymieniłam się kontaktem z nowo poznanymi znajomymi i cóż przyszedł moment powrotu do apartamentu.

Nie sądziłam, że koncert Jamesa wywoła we mnie tak wiele emocji mimo, że wiedziałam ile znaczą dla mnie jego niektóre piosenki. Nie sądziłam, że stanę z nim twarzą w twarz i nie sądziłam, że mogę jeszcze bardziej zakochać się w Warszawie. Mój drugi koncert w życiu który wywołał tak wiele emocji. Genialny i wspaniały artysta. Teksty piosenek, energia na scenie, emocje, powolający głos. Najlepsze uczucie. Moment w którym w jednej chwili widzisz artystę który jest dla Ciebie kimś więcej niż zwykłym artystą na scenie po czym chwilę później stoisz z nim twarzą w twarz, lądujesz w jego ramionach i słyszysz miłe słowa jest wszystkim. Cudem się tam znalazłam, cudem weszłam na podpisywanie płyt. Byłam szczęśliwa. 





"Poland is my second home and I love come back to home"



 Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Kontakt ze mną: Suchar611@gmail.com

Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx



czwartek, 3 września 2015

#15 The End?

Hi Everyone!
 Cóż, trochę czasu mnie tu nie było. To, że są wakacje wcale nie oznacza, że mam wolne. Trochę się nagromadziło spraw i tych prywatnych i po prostu obowiązków, że coś musiało zostać odstawione na drugi plan. Niestety padło na bloga, ale wracam z nowymi pomysłami i chęcią do działania.

Dzisiaj mam wam do pokazania kilka produktów które wykorzystałam. Klika słów i moja małą ocena.


Na początek odżywka do włosów Syoss. Kupiona przypadkiem, skusiła mnie promocja.  Dość ciekawy sposób stosowania, bo niczym nie różniło się od stosowania shamponu. Odżywka byłą dobra i wydajna, ale nie dokonała z moimi włosami cudów jak to było napisane na opakowaniu. Myślę, że nie wrócę do niej ponownie. Moja ocena produktu 6/10


Żel na wypryski firmy Synergen. Świetny produkt do zadań specjalnych. Używałam go przed pójściem spać  punktowo na twarz gdy widziałam, że coś mi wyskakuje. Rano nie było śladu po niedoskonałościach. Niestety moja skóra się uodporniła jak to czasem bywa i po dłuższym stosowaniu jego działanie słabło. Zdecydowanie polecam. Możliwe, że jeszcze kiedyś ten produkt u mnie znów zagości. Ocena całkowita produktu 8/10.


Miniaturowa wersja kremu nivea. Na temat tego produktu chyba nie muszę się zbytnio wypowiadać. Ma on swoich zwolenników jaki i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do tych pierwszych. Mała pojemność idealna do podręcznej kosmetyczki w torebce. Całkowita ocena 9/10 wielki plus za pojemność. 


Chusteczki nawilżone 15 szt. kupione w Lidlu. Niska cena, malutkie opakowanie, 4 warianty zapachowe do wyboru. Mój mały niezbędnik. Nidy nie wiadomo kiedy może się przydać. Każde skończone opakowanie zastępuję nowym. Ocena całkowita 9/10.


Henna body tattoo Delia. Kupiona ponad rok temu. Czasami lubię pobawić się w ozdabianie własnego ciała tatuażami na chwilę. Ta henna jest do tego idealna. Póki nie straci swojej daty przydatności jest świetna, trzyma się długo i można nią wykonać nie złe cuda. Ja oszczędnie trzymałam ją troszkę za długo ponieważ, kruszyła się, szybko zmywała i nie pachniała zbyt przyjemnie. Niestety nie ma jej już w Rossmanie, ale mam nadzieję, że wkrótce znów ją gdzieś znajdę. Ocena całkowita 8/10


Krem do rąk Synergen. Mały, tani idealny do torebki. Ma na prawdę lekką konsystencję i słodki wręcz cukierkowy zapach. Nie daje jakiegoś wielkiego nawilżenia. Zdecydowanie sprawdzi się do torebki. Na uczelni, do szkoły w pracy. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej poświaty i nadaje lekkie nawilżenie. Do tego cena na prawdę zachęca. Całkowita ocena 8/10


Suchy shampon Batieste. Jest to mój trzeci suchy shampon tej firmy. Odkąd kupiłam pierwszy sięgam po następny. Ten akurat jest przeznaczony specjalnie dla blondynek. Nic dodać nic ująć, Mój absolutny faworyt, Ocena całkowita 9/10 


Antyprespirant Nivea. Nic szczególnego. Nie widzę różnicy między innymi antyprespirantami. Produkt dobry. Przyjemnie pachnie i nie pozostawia śladów na ubraniach. Ocena całkowita 8/10


Krem CC Eveline. Alternatywa dla kremu BB i podkładu. Nie wysusza skóry, wręcz ją nawilżą. Dopasowuje się do koloru skóry. Praktycznie nie widoczny i nie wyczuwalny. Niesamowicie lekki. Każe skończone opakowanie zastępuję kolejnym. Produkt godny polecania. Ocena całkowita 9/10


Dwie maski do włosów firmy Biovax. Już po jednym użyciu czułam, że moje włosy są odrobinę lepsze. Nie mogę zbyt wiele powiedzieć na temat tych masek, ale na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowania. 


Wykorzystałam również wszystkie próbki produktów firmy Love My Green, Wiele nie mogę powiedzieć, o produktach których użyłam raz, ale na prawdę zachęciło mnie to do kupna pełnych produktów tej firmy. Nie ma nic lepszego niż naturalne produkty. 

Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Kontakt ze mną: Suchar611@gmail.com

Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx




środa, 29 lipca 2015

#14 Be fit! No fat 2.

Hi Everyone!

Od mojego rozpoczęcia odchudzania minęły już ponad dwa miesiące. Myślę, że to odpowiedni moment, aby znów przekazać wam kilka słów na ten temat szczególnie, że ostatnio przeżyłam dość trudny okres z tym związany.
Pierwszy miesiąc minął mi dobrze, nawet bardzo. Był prostszy możliwe, że przez moje nastawienie. Ćwiczyłam regularnie, jadałam mniej i zobaczyłam tego efekty. Straciłam kilka centymetrów w talii, brzuchu. Można pomyśleć, że to wspaniale. Tak, cieszyłam się, ale po chwili dopadło mnie rozczarowanie i pewnego rodzaju smutek, bo najbardziej chciała bym zmienić wygląd swoich nóg i biustu, a te części mojego ciała pozostały nienaruszone. Powiedziałam sobie, że to dopiero początek i muszę dalej pracować nad sobą pracować, ale moje nastawienie do odchudzania było, złe.
Kolejny miesiąc stał się dla mnie koszmarem. Początkowo zaczęło się niewinnie od odrzucenia wielu rzeczy w jadłospisie. Później zaczęłam się katować ćwiczeniami, co wykańczało mnie do tego stopnia, że po moim "treningu" leżałam na ziemi totalnie bez siły i płakałam ze zmęczenia. Wtedy myślałam, że tak musi być, że czuję z tego pewnego rodzaju satysfakcję. Byłam w błędzie. Po ponad dwóch tygodniach w takim trybie zaczęło być coraz gorzej rezygnowałam z jedzenia jak tylko mogłam, jadłam max 3 posiłki dziennie z czego jeden to był owoc, jeden obiad a jedne jogurt. Wróciły zawroty głowy i przemęczenie. Wytrzymywałam tak całe dnie, ale gdy wracałam do domu miałam wrażenie, że mogę zjeść całą lodówkę. Walczyłam ze sobą ćwicząc po nocach gdy nie mogłam spać przez głód, oszukiwałam żołądek pija wodę, a gdy już byłam tak słaba, że coś zjadłam płakałam mając wielkie wyrzuty sumienia. Stwierdziłam, że muszę jeść więcej, ale na to też znalazłam rozwiązanie, po każdym większym posiłku, lub takim który nie był w moim jadłospisie na dany dzień po prosu zmuszałam się do wymiotów. To był chyba najgorszy okres dotychczas. Już wiele razy się odchudzałam, ale nigdy jeszcze nie posunęłam się tak daleko. Czułam się po tym lepiej? Wtedy zdecydowanie tak. Początkowo zdarzało się to raz dziennie, a z czasem coraz więcej. Nie wiedział o tym nikt, aż do czasu. Kilka dni temu podczas małej kłótni z przyjaciółką powiedziałam jej o tym i w tym momencie się cieszę, bo ona postawiła mnie na nogi i kazała się opamiętać. Ona na prawdę była zmartwiona moim zachowaniem nie chciała bym w pełni miała zaburzenia odżywiania. Dziękuję jej za każde słowo które wtedy padło z jej ust. Gdyby nie ona pewnie nadal brnęła bym w to dalej i niszczyła sama siebie. Ta cała sytuacja jakoś otworzyła mi oczy, a moja przyjaciółka która dotychczas mało mówiła o moim odchudzaniu była tym małym przyciskiem który obudził we mnie to światełko.

 Jak jest teraz?
Teraz patrzę na odchudzanie całkiem inaczej. Może zacznę od podstawy. Jeszcze nie dawno twierdziła, że muszę schudnąć, że muszę mieć ciało jak modelka, że muszę nosić rozmiar s czy nawet xs. A teraz? Teraz chcę schudnąć tylko i wyłącznie dla siebie. Pierwszym krokiem w tą stronę było powiedzenie TAK swojemu ciału aktualnie. Nie zaakceptowałam wyglądu swojego ciała, nie pokochałam swojego ciała ja po prostu powiedziałam sobie, że wyglądam dobrze, ale zawsze mogę wyglądać lepiej i to zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Wiele mi to dało. Krótkie shorty, bluzki do pępka i uśmiech na twarzy, a pomyśleć, że kiedyś te rzeczy nie widniały w moim życiu razem. Czuję się dobrze idąc ulicą. Kolejnym krokiem jest dieta. Przede wszystkim jem pięć posiłków dziennie a pierwszy nie później niż godzinę po przebudzeniu. Czuję się przez to lepiej. Kolejnym krokiem jest picie większej ilości wody. Dziennie wypijam 2-2,5 litra wody + czasami sok. Do wody dodaję "Krople odchudzające" i od razu mówię, są to krople na bazie ziół dodaje się kilka kropel do wody i po prostu pije. Nie sprawią one, że schudniemy, ale oczyszczają organizm z niepotrzebnych toksyn. Te krople w pewien sposób motywują mnie do picia wody. I mam wrażenie, że nie ciągnie mnie przez nie do słodyczy. Nie szkodzą, a dobrze na mnie działają. Kolejnym krokiem są ćwiczenia. Nie ćwiczę codziennie, nie katuję się, nie skupiam się na nudnych ustalonych treningach. Wybieram to co lubię czyli rower, rolki. Dobrym sposobem są też 30-dniowe wyzwania. Niby nic, a jednak mamy tą małą motywację by ćwiczyć prawie dziennie. Kiedy mam dzień, kiedy czuję się na prawdę, źle, jestem cały dzień w pracy itp. to nie zadręczam się tym, że nie ćwiczyłam to, że nie zrobiłam tego jeden dzień nie oznacza, że przegrałam bitwę. I ostatni chyba najważniejszy krok to fakt, że robię to dla siebie i nie jestem z tym sama. Wspiera mnie przyjaciółka. Wspiera, motywuje, doradza, pomaga i krzyczy kiedy jest to potrzebne. Na prawdę jestem jej z całego serca wdzięczna za wszystko co dla mnie robi.

Dlaczego wam o tym wszystkim opowiadam? Zrobiłam krok w złą stroną, ale miałam to szczęście, że pojawił się obok mnie ktoś kto mnie szybko wyciągnął z tego, ale nie każdy może mieć tyle szczęścia co ja. Odchudzajmy się i poprawiajmy swoje ciało, ale z głową. Nie niszczmy siebie, aby wyglądać jak modelki. Nie każdy jest perfekcyjny, a my po prostu pracujmy ciężko tylko i wyłącznie po to, aby pokochać siebie.

Na koniec kilka zdjęć które mnie osobiście motywują, może i was też zmotywują.







Zapraszam na mojego instagrama: Suzieee_xx
Snap: Suzieee_xx
Kontakt ze mną: Suchar611@gmail.com

Thank You. 
See You Soon!
Suzie xx